o 6,14 naszego czasu przyszła wiosna :) no tak rychło nie wstawałam co by przez okno luknąć... a może powinnam (T.uznałby mnie za wariatkę ;p)... parę po 7-ej z balkonu :) tysz ładnie :) ... już przeleciały... :)
a obiecałam sobie, ze nie będę wdawała się w polemiki... żadne... nawet na temat mleka i mięsa... ale nie wytrzymałam... no cóż... ja rozumiem obrońców zwierząt... ale bez przesady... już... już... spojrzałam przez balkon... a tam tysz groźnie... będzie burza? [z cyklu: z balkonu]
z tej, albo i innej, okazji byliśmy w lesie... zaliczyliśmy spacer wokół jeziora... umęczeni... ale zadowoleni... 2h na świeżym powietrzu... :) a teraz poświętujemy (wirtualnie tylko) z córeczką :)
się wybrałam do parku... wiosna aż miło... tyle, że jak dla mnie... za gorąco... od razu... umęczyłam się nieziemsko... (podobno to dobrze dla mojego ciśnionka i cholesterolu... :o ) jezioro jakoś tak ładnie wyglądało... wcale nie zanieczyszczone... i znalazłam pszczółkę jak zapylała... i bazie... ino rosły trochę pod słońce... wiosna jest... :)
jest... wreszcie jest... przedwiośnie w naszym lesie... :) jeziorko jeszcze zamarznięte... ale samoloty już latają po niebie... hehehe łabędzie się migdalą... hehehe "dzięcioł w drzewo stukał..." a Ela przypozowała w zieleni... :)